Od pewnego czasu zauważyłem, że przestaje się angażować w "trudne" tematy po wypiciu kilku głębszych. Kiedyś gdy już byłem w stanie "tym drugim" podejmowałem każde filozoficzne tematy spędzając na wymienianiu swoich argumentów całe wieczory. Teraz jeśli tylko poczuje, że temat i tak nie ma sensu to włącza mi się tryb "mam wyjebane" i mimo, że mam zdanie w danym temacie - najzwyczajniej mi się nie chce forsować swoich argumentów - osiągnąłem chyba kolejny poziom w dążeniu do pozostanie mistrzem lenistwa :)
A tak z innej beczki. Dzisiaj ktoś na facebooku wstawił kawałek "H" zespołu Tool. Ciary przeszyły mnie na wylot. Jak to możliwe ze się zapomina o takich smaczkach, które jeszcze pare lat temu były wyznacznikiem "muzyki idealnej".
Enjoy!
środa, 12 stycznia 2011
Sensu dyskusji brak
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Do słuchania Toola muszę mieć odpowiedni humor, nie powiem dokładnie jaki, ale stanowczo nie jest wskazany stan euforyczny. Może trzeba trochę jakby powagi? żeby zmierzyć się z ich kawałkami. Za każdym razem kiedy włączam Aenimę czy Lateralusa, zapiera mi dech. Czysta perfekcja...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Chania