No i wróciłem! Zdecydowanie było mi to potrzebne! Na spokojnie mogę działać dalej z oczyszczonym umysłem! Ale nie o tym dzisiaj!
Podczas tych niedługich wakacji wpadła mi do głowy (nie ukrywam, że po kolejnej dyskusji muzycznej z emerem) myśl o podejściu słuchacza do muzyki. I tutaj znowu krystalizuje mi się w głowie mały podział na osoby, które podchodzą do utworu muzycznego jako tzw. produktu i osoby którzy te same dźwięki rozkładają na wyrażenie narratora i zaprezentowanie umiejętności technicznych.
Pierwsi absolutnie mają w nosie co za przesłanie niesie tekst, gówno ich obchodzi na jakich instrumentach dany fragment został nagrany. Utwór ma wywoływać takie a nie inne odczucia, wrażenia słuchowe, które mają nawet wpływ na nastrój danego dnia.
Drudzy to na prawdę dziwna grupa, która w utworze słyszy, że wokalista był tego dnia uśmiechnięty; w celu wydobycia takiego a nie innego brzemienia gitarzysta użył wiosła starszego od niego; a perkusista.. coż... kto rozumie perkusistów (?) ;).
Pomijając absolutnie gusta muzyczne, myślę, że taki podział na słuchaczy ma sens. I jakby głębiej w to się wdrążyć to takie samo zjawisko można dostrzec w każdej innej dziedzinie sztuki- malarstwie, tańcu oraz fotografii.

Ojjj, chłopcy, gdybyście mieli kiedyś taki przedmiot jak Estetyka nie musielibyście Ameryki odkrywać. Na przykład taka pani profesor Maria Gołaszewska wprowadziła 5 kategorii przeżyc estetycznych (bo o tym wlasciwie Goliathku piszesz): irracjonalne, ekspresyjne, nawykowe, rozumiejące i profesjonalne. Rozwijać nie będę, od tego są wykładowcy :)
OdpowiedzUsuńNo widzisz, a ja musiałem do tego dojść sam :/
OdpowiedzUsuń