Witaj w moim świecie! Rock, metal i historie absolutnie nie związane z tematyką muzyczną przeplatają się tutaj zupełnie bez składu i ładu. Skoro tu trafiłeś i masz zamiar to wszystko czytać nie próbuj tego sobie poukładać, zrozumieć ani poszufladkować. Nikt Cię tutaj szczególnie nie zapraszał ale skoro już jesteś... enjoy!

środa, 12 stycznia 2011

Sensu dyskusji brak

Od pewnego czasu zauważyłem, że przestaje się angażować w "trudne" tematy po wypiciu kilku głębszych. Kiedyś gdy już byłem w stanie "tym drugim" podejmowałem każde filozoficzne tematy spędzając na wymienianiu swoich argumentów całe wieczory. Teraz jeśli tylko poczuje, że temat i tak nie ma sensu to włącza mi się tryb "mam wyjebane" i mimo, że mam zdanie w danym temacie - najzwyczajniej mi się nie chce forsować swoich argumentów - osiągnąłem chyba kolejny poziom w dążeniu do pozostanie mistrzem lenistwa :)

A tak z innej beczki. Dzisiaj ktoś na facebooku wstawił kawałek "H" zespołu Tool. Ciary przeszyły mnie na wylot. Jak to możliwe ze się zapomina o takich smaczkach, które jeszcze pare lat temu były wyznacznikiem "muzyki idealnej".
Enjoy!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Ponarzekać ludzka rzecz

Postanowiłem odkopać witryny tego blogu. Dlaczego? Prawdę mówiąc nie do końca wiem - chyba po prostu - bo lubię.

Często zdarza mi się zagłębiać w rozmyśleniach "co dalej". Przecież wiecznie tak nie będzie - klub, portal i cały ten chaos pod hucznie brzmiącymi tytułami "Kultura" i "Organizacja". Prawda jest taka, że potrzebuje mobilizacji. Kopa w dupę i kogoś kto palcem mi pokaże "Teraz tam" i "To, to i tamto jest do zrobienia". Zastanawiam się czasami kiedy mi zgaśnie ta ochota działania i ten cały ogień motywacyjny i po prostu sobie wszystko odpuszczę. Mam wrażenie, że wszystkim w okół już się to znudziło i zostałem w tym sam...

Ponarzekać ludzka rzecz. Pewne jest jedno- tak łatwo się nie poddam ;)

Na koniec trochę "auto lansu" : klik

sobota, 2 października 2010

Wyjaśnijmy to sobie wreszcie

Już prawie przestałem na to zwracać uwagę, ale stwierdziłem, że tutaj ostatecznie wszystkim wyjaśnię pisownie, wymowę oraz odmianę słowa ROCKZ. A więc...

Słowo to powstało dosyć spontanicznie, gdy szukałem domeny na portal, który miał być początkowo moim blogiem potem przerodził się w to co się przerodzi i każdy może sobie to zobaczyć. Sam nie wymyśliłem tego słowa a jedynie zmieniłem pisownię znanego od dawna wyrazu używanego najczęściej w angielskim (bardziej amerykańskim) zdaniu "You rocks!"

Niemniej skoro to mój (a właściwie firmy, której jestem współwłaścicielem) portal, klub i organizacja pozwolę sobie przytoczyć kilka zasad odnośnie nazwy ROCKZ.

Piszemy to w taki sposób: ROCKZ lub Rockz. Natomiast błędem jest pisanie tego wyrazu z dużym "Z" na końcu [RockZ]. Oczywiście w internecie może pojawić się także rockz - małymi literami.

Jako, że słowo powstało jako przeistoczenie "rocks" czytamy: ROKS. A nie jak w wielu przypadkach "ROK ZI", "ROK ZET", a nie daj boże "ROKSI".

Podobnie odmieniamy: "Spotykamy się w ROKSIE", a nie "Spotykamy się w ROKS" itd.

To chyba moja ostania próba jasnego przedstawienia i wyjaśnienia wszystkim prawidłowości jakich właściwie sam jestem autorem :]

wtorek, 28 września 2010

Udawany mrok

Macie czasami wrażenie, że młode pokolenie (15-18 lat) naszego społeczeństwa jest jakieś dziwne? ("Dziwne" to w tym przypadku alternatywne określenie na "pojebane"). Nie chce tutaj wypaść na kolesia który ledwo skończył 25 lat i uważa się z mędrca świata, ale jak sięgnę pamięcią w tym wieku piłem, paliłem i robiłem czasami naprawdę głupie rzeczy, ale nie było tego całego pozerstwa. Udawania, sztucznej tajemniczości, stwarzania niby klimatu czegoś nieokreślonego i wzorowanie się na największych debilizmach tej planety. Byliśmy dzieciakami, które uciekały z lekcji, żeby napić się piwa gdzieś "za garażami" i nie wstawialiśmy zdjęć do internetu, które sprawiały wrażenie jakby były ostatnim testamentem. (Tak był już wtedy internet: 56 kbit/s przez modem)

Ktoś może stwierdzić "Mówisz o emo". Może i racja, ale też nie do końca. Gówniarzeria, która stara się tak na siłę być "inną", że po prostu jest śmieszna.

Mam dziesiątki doskonałych przykładów dzieciaków, które odwiedzają nasz klub. Nie są klientami, bo nie dostaną piwa na barze w wieku 16 lat. Potrafią godzinami przesiadywać w klubie udając mroczne i tajemnicze, skryte i niepoznane, tylko po to, żeby następnego dnia wstawić na fejsbuku fotkę z rockz'a i dopisać, jakąś wrzutę np na ochronę która je wywaliła bo robili dziury w kanapie, albo pogryzdały ścianę w kiblu. Oczywiście wtedy są najbardziej poszkodowane i pogłębiają się w swojej "mroczności" - dla mnie co najmniej śmieszne. :]

środa, 15 września 2010

Politycznie

Z założenia nie miałem na tym blogu wypowiadać się na tematy polityczne bo z założenia także udaję, że mam je głęboko w dupie, ale nie dam rady... A skłonił mnie do tego artykuł jak znalazłem w Newsweeku.

Tutaj od razu chcę wtrącić, że media internetowe już dawno wyparły u mnie media tradycyjne jak np. gazeta, ale miałem ostatnio kilka okazji poprzeglądac kolorowe gazetki i akurta trafiłem na Newsweeka

W zadziwiający sposób redaktor naczelny tego wydawnictwa pan Wojciech Maziarski w jednym artykule ("To ja, potężny front medialny") określił wszystko to, jak odbieram obecną politykę, a konkretnie zachowania pajaca J.Kaczyńskiego (nie chroni go żaden immunitet, więc mogę go sobie nazywać jak chcę). Redaktor zwraca uwagę na to, że np. z okazji IV "miesięcznicy" katastrofy smoleńskiej J.K. nie pojechał na grób brata się pomodlić tylko na imprezę na której głosił kto powinien z polityki odejść. Kolejnym przykładem na to jakie pojebane rzeczy wyprawia i wygaduje Jarek jest jego teoria, że media masowe się uparły na niego i to nie jego wina w jaki sposób jest prezentowany w radiu, telewizji i na portalach internetowych... Staaaryyy weź się jebnij w łeb.

Amen to tle na temat polityki na tym blogu. :)
Link do artykułu: To ja, potężny front medialny

P.S. "Lech Kaczyński symbolem Solidarności większym niż Wałęsa" ? Pojebało?

niedziela, 12 września 2010

Festiwal polskiej tragedii

No ja was proszę... To co miałem bardzo wątpliwą przyjemność obejrzeć w ten weekend przechodzi samo siebie. Festiwal, który miał być jednym z najlepszych polskich festiwali osiągnął dno- a nawet podkopał się trochę i znalazł się poniżej dna. Daruje sobie wywody na temat ubioru, wyglądu i zachowania prezenterów, ale muzycznie to była kurwa katastrofa.

Połowa zespołów nikomu nieznanych startowała z drugą połową z kolej wszystkim znanych porażek naszego show biznesu o nagrodę nazwaną SuperJedynką. Tede z idiotycznymi przydupasami, Chylińska (absolutna katastrofa muzyczna) w stanie błogosławionym, IRA z Gadowskim na czele wzorującym się na emo gwiazdach rodem z bajek manga i Stachursky- produkt eksportowany rodem z disco polo. Damn...

Nie dałem rady oczywiście zobaczyć reszty "gwiazd" ale po przeczytaniu line-up nasuwa mi się tylko jeden wniosek: Polska muzycznie leży i kwiczy. Lipa na maxa. Tragedia muzyczno wizerunkowa na skalę światową. Boże mniej nas w opiece z takim show biznesem, gdzie najmniej obciachową postacią wydaje się być DODA - o czizys :/

Jakby na podsumowanie tych dwóch zdecydowanie niezapomnianych wieczorów doczytałem, się że dnia trzeciego gra i trąbi grupa Kombii... idę się pociąć... albo nie... pójdę przed telewizor się pośmiać... żenua! :]

wtorek, 24 sierpnia 2010

Książka o Woodstocku

Jakoś nie dawno skończyłem czytac książkę nabytą na Przystanku Woodstock. Treść książki to wywiad rzeka z Jurkiem Owsiakiem. I niby jest to zwykłe opowiadanie o organizacji festiwalu, ale jednak nie do końca...

Czytając tą książkę uzmysłowiłem sobie jak w wiele emocji (także tych negatywnych), rozczarowań, miłych niespodzianek możne spotkać organizatora takiego wydarzenia. Jak wielka odpowiedzialność ciąży na fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i jak bardzo po ludzku do tego podchodzi Jurek.

Sam jestem u progu zorganizowania większego wydarzenia i muszę przyznać, że książka ta otworzyła mi wiele klapek o których istnieniu w ogóle nie miałem pojęcia. Jak małe sprawy i niby nic nie znaczące mogą spierdolić ogromne przedsięwzięcie i jak bardzo na wszystko trzeba uważać.

Jednocześnie baaaardzooo polecam tą książkę, jako text który się mega przyjemnie i łatwo czyta! :)

środa, 14 lipca 2010

Motywujące


Nastąpił pewien przełom w moich staraniach do spełnienia marzeń i pozostania tym kim chciałbym być- a wydaje mi się, że mam to dosyć ściśle opracowane. Jeden z najpopularniejszych portali w trójmieście zaproponował mi współpracę. Wiązało się to z nie małym zamieszeniem, ale na koniec okazało się, że wszystko się zgadza i mam brac się do roboty.

Traktuję to jako kolejny krok w dążeniu do realizacji moich celów. Czasami warto cisnąc temat jeśli komuś na czymś bardzo zależy! :)

wtorek, 29 czerwca 2010

Patyczak racje ma


Podczas ostatniego festiwalu Garocin 2010 miałem okazję zamienić kilka słów ze znaną punkową osobistością- Patyczakiem znanym ze swojego niecodziennego projektu Brudne dzieci Sida.

Zeszliśmy na temat kryzysu muzycznego jaki panuje teraz w naszym kraju i z jego ust padło jedno bardzo trafne stwierdzenie. "Klasę zespołu można poznać po tym jak gra w sytuacjach kiedy mało kto przydzie na koncert"

Trochę nad tym się zastanawiałem przez ostatnie dni i rzeczywiście to czysta prawda - dobry zespół potrafi zagrać z taką samą energią dla 3 osób i dla 1003 :]

Hmmm kto by pomyślał, że ktos taki jak patyczak, którego nie uważałem w ogole za jakąkolwiek formę muzyczną sprzeda mi taką istotną myśl.

Swoją drogą, kiedy tłumaczył mi co robi, dlaczego w takiej formie i o co w tym wszystkim chodzi - miało to sens! :] Hmmm to była chyba jedyna sensowna rozmowa w moim zyciu na temat kultury punkowej.

wtorek, 1 czerwca 2010

Chocby nie wiem jak bardzo

Damn... Miałem wrażenie, że naprawdę robię sporo. Myślałem, że ktokolwiek chociaż doceni starania, a prawda jest taka, że choćby nie wiem jak bardzo człowiek się spocił 3/4 napotkanych ludzi albo ma to w dupie albo wręcz są oburzeni, że ktoś cokolwiek próbuje stworzyć/zmienić/ulepszyć.

A mowa tutaj oczywiście o ROCKZ budzie, która dostarcza mi tyle samo radości co nerwów. Jedni nazwą tą "prawo wolnego rynku" inni "własnym zdaniem", a ja ochrzciłem to swoją prywatną małą "rockz wojną".

Dzisiaj jednak nastąpiła u mnie zmiana. Zobaczymy jak sobie poradzę w roli pełnego ignoranta. Zjadł mnie system? Możliwe... ale nie liczcie na zachwyt z mojej strony jakimkolwiek projektem, który na to nie zasługuje.